wtorek, 11 grudnia 2018

Upaść łatwo...sztuką się podnieść...

Przychodzi taki moment w życiu człowieka, kiedy czujemy w sobie ogromną pustkę...bezsilność. Jest to spowodowane wieloma czynnikami. Utrata bliskiej osoby, problemy finansowe,nałogi.Są więc to często czynniki niezależne od nas, lecz niektóre są konsekwencją swoich czynów. Napiszę teraz o krótkiej kwestii, która będzie się łączyć z dalszymi rozważeniami. Mówić a czynić..to dwie zupełnie różne sprawy. Co z tego,że rodzice mówiliby mi codziennie ,,Synu kocham Cię" i dawali tyle pieniędzy ile tylko bym chciał, a nie dawaliby mi tego co tak naprawdę potrzebuję-bezpieczeństwa czy ważnych wartości. Co z tego, że mąż może mówić swojej żonie codziennie i co chwilę ,,Kocham Cię", skoro gdy ona ma jakiś problem to nie może z nim porozmawiać ani się przytulić. Słowa są niezwykle ważne, ale jeśli nie pokrywają się z naszymi czynami...nie są nic warte. Osobiście zdecydowanie bardziej wolałbym ,,otrzymywać" miłość niż ją ,,słyszeć".
Kilka dni temu w mojej szkole był pewien mężczyzna, który jeszcze do niedawna miał do czynienia z narkotykami i to w dużym stopniu. Mówił on swoje świadectwo. Przez ćpanie i handel stracił wszystko...Żonę, dzieci,pieniądze. Wydawało mu się,że ma wszystko. Popełniał wiele błędów, których teraz bardzo żałuje. Miał wiele pieniędzy. Jego żona miała najdroższe perfumy,jeździli super autem. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie ? W tym okresie gdy wydawało mu się, że wszystko jest tak jak ma być-niszczył siebie i całą rodzinę. Okropną cechą ludzi jest to, że nam się szybko coś nudzi...Mamy wiele pieniędzy-chcemy więcej, podczas gdy drugi człowiek ledwo wiąże koniec z końcem. Oczywiście żona po jakimś czasie opuściła męża dla innego. Za pewne codziennie mówili jak to bardzo siebie kochali,ale czy tak na pewno było? Nałogi zmieniają ludzi. Sprawiają,że nie mamy nad sobą kontroli,popełniamy błędy,mówimy to czego nie chcemy.Teraz mężczyzna jest na odwyku i widzi wszystko z zupełnie innych perspektyw. Chce walczyć o swoją rodzinę, bo jak sam powiedział kocha swoja żonę. Teraz są podstawy, by mu wierzyć...Poszedł na terapię i chce się zmienić. Pewnie przeżywa wielką pustkę, o której pisałem na początku, ale wierzę, że wyjdzie całkowicie z nałogu i zmieni swoje życie na lepsze. Każdy zasługuje na drugą szansę...Każdy zasługuje na miłość bliźniego..Nikogo nie możemy osądzać, bo każdy z nas przeżywa swoje osobiste dramaty i każdy z nas popełnia błędy. Po prostu wyciągnijmy czasem pomocną dłoń drugiemu człowiekowi.

sobota, 10 listopada 2018

Trochę o życiu...

Jak pisałem Wam już pewnie nie raz,jestem uczniem klasy maturalnej w liceum, gram troszkę w piłkę nożną oraz należę do wspaniałej grupy teatralnej. Można powiedzieć że moje życie teraz jest całkowicie tym pochłoniętę. Gdybym jednak miał z czegokolwiek zrezygnować...chyba nie potrafilbym. Przynależność do każdej z wyżej wymienionych grup mnie rozwija i dzięki nim trochę poznaje świat. Uczestniczyłem ostatnio w trzech wyjazdach: Teatr w Gardzienicach, pielgrzymka do Częstochowy i wyjazd do Teatru Roma w Warszawie. Podczas każdego z tych wyjazdów przeżyłem jakis tam swój pierwszy raz. Nie byłoby żadnego wyjazdu gdyby nie pewien człowiek....Pan Ksiądz Radek. Cudowny człowiek i ksiądz. Wcale się tu nie podlizuję tylko mocno mocno pozdrawiam i dziękuję za wszystko! Człowiek uczy się całe życie A mimo wszystko umiera jako głupi. Jednak to co zobaczymy zostaje na zawsze w naszych sercach. Podczas pielgrzymki do Częstochowy doznałem czegoś, czego nie da się opisać zwykłymi słowami.Nostalgia, wzruszenie, zawierzenie swojego losu Maryi, spojrzenie na Jasnogórski Obraz...To wszystko zmienia człowieka i jego postrzeganie świata. Nagle można zauważyć że jest coś ważniejszego od naszej codzienności... Byłem tam pierwszy raz Ale myślę że w 2019 będzie mój pierwszy pieszy raz. Wiem, że warto. W środę zaś  z moją ukochaną grupą ,,Coś takiego" byliśmy w Teatrze Roma w Warszawie na musicalu pt.,,Piloci". Jutro setna rocznica odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Myślę, że każdy z tych wyjazdów nie był przypadkowy, bo każdy wyjazd był w jakimś stopniu nawiązaniem do jutrzejszego dnia. Spektakl o polskich pilotach walczących podczas II wojny światowej w Anglii zagrany przez takich aktorów, czyli aktorów z najwyższej krajowej półki był czymś niezwykłym. Kawał historii pokazany na scenie. Możemy być dumni z tego, że mieliśmy takich bohaterów i że mamy teraz takich ludzi, którzy o nich pamiętają. Podczas oglądania tej sztuki zadawałem sobie jedno pytanie: Co ja zrobiłbym na ich miejscu? Przecież oni zostawili wszystko co mieli i poszli walczyć. Poszli z miłości. Teraz nie ma wojny ale mam wrażenie, że niektórzy nasi rodacy i tak za bardzo szkalują nasz kraj. Więc  jak mieliby walczyć za ten kraj ? W spektaklu ukazana została także ukazana wielka miłość do kobiety...Nawet wojna nie była w stanie jej zerwać. Kiedyś dane słowo coś znaczyło, a teraz na salach sądowych mamy do czynienia z rozwodami z powodu ,,byle gówna". Przepraszam za ostre słowo, ale tak właśnie jest. Słowo dane nawet przed ołtarzem i przed samym Bogiem nie ma dla nas żadnego znaczenia...Wierzę jednak, że  i to się wkrótce zmieni. Drogi czytelniku jeśli masz okazję to jedź do Teatru Roma w Warszawie i przeżyj coś tak niesamowitego jak ja! Oto kilka zdjęć z tej wyprawy !


czwartek, 1 listopada 2018

Ciąg dalszy moich rozmyślań

   Witam w pierwszym dniu listopada. Wszyscy doskonale wiedzą jak wielki jest to dzień-urodziny mojej babci, a także Dzień Wszystkich Świętych.Dzień, w którym odwiedzamy groby naszych bliskich zmarłych, modlimy się tam i zapalamy znicze, które mają wielkie znaczenie symboliczne. Jest to niezwykle ważny dzień, jednak ja będę Was ponaglał-pamiętajmy o nich w codziennych modlitwach....nie tylko raz w roku. Pamiętajmy o nich, ponieważ i my kiedyś będziemy potrzebowali takiej pamięci. Przeczytałem dziś piękne zdanie: ,,To nie jest tak,że oni umarli, a my żyjemy.To oni żyją a my umieramy" Według mnie to świetne zdanie i powinniśmy je głębiej przeanalizować i zrobić jakiś rachunek sumienia. Wtedy dostrzeżemy, że my naprawdę w pewnym sensie codziennie umieramy...
   Chcę Wam dziś także przedstawić sytuację, która podesłała mi jedna z moich znajomych, za co jej bardzo dziękuję. W Lublinie około rok temu 21-letnia kobieta urodziła dziecko w wannie, po czym owinęła je w ręcznik i schowała do łóżka gdzie noworodek zmarł. Kobieta pracowała w przedszkolu, z informacji jej bliskich wynika, że zawsze kochała dzieci i troskliwie się nimi opiekowała. Cóż zatem sprawiło,że doszło do tej sytuacji? O ciąży nikt nie wiedział... Dzień przed porodem urządziła imprezę ze znajomymi. Po imprezie okazało się, że paliła papierosy,spożywała alkohol i narkotyki. Myślę, że to właśnie to kierowało ją w momencie zbrodni. Wielu z nas pewnie zmieszałoby tę kobietę z błotem. Ja jednak choć trochę spróbuję stanąć w jej obronie. Zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo zły czyn popełniła. Jestem jednak przekonany, że w głębi duszy ta kobieta przeżywa tak wielki dramat, że nikt z nas nie jest sobie w stanie nawet tego wyobrazić. Czasu nie da się niestety cofnąć...Wyrzuty sumienia prześladują nas nieustannie.Największy dramat przeżywa człowiek wtedy, gdy nie żałuje. Wierzę, że ta kobieta żałuje.Życia dziecka nie da się przywrócić, co jest bardzo tragiczne, ale dla samej kobiety jest jeszcze cieć nadziei...Nauczyliśmy się szybko sądzić, co prowadzi nas do zguby. W tych szczególnych dniach jakimi są 1  i 2 listopada zachęcam Was do zatrzymania się choć na chwilę i poświęcenia swoich myśli osobom, które już odeszły z tego świata jak i osobom, które ,,umarły" na tym świecie...Wierzmy, że są one w stanie podnieść się i dźwignąć na siebie ciężar wielkiej odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa...

wtorek, 16 października 2018

Po prostu rozmyślania!

   Witam wszystkich bardzo gorąco! Dziś jak zwykle postaram się poruszyć kontrowersyjny temat i spróbuję przedstawić swoje argumenty.
    Po swojemu skomentuję dziś sytuację, jaka miała miejsce w sobotę w Lublinie, czyli de facto nie daleko mnie-chodzi tu o marsz równości. Zanim jednak do tego przejdę przedstawię pewną historię z nie tak dawna z niemieckiego klubu piłkarskiego. Vfl Wolfsburg (klub z niemieckiej ligi) chciał pokazać wsparcie i łączność ze środowiskiem LGBT. Postanowili, że każdy piłkarz podczas meczy będzie miał założoną tęczową opaskę. Jeden z nich odmówił założenia tejże opaski co komentował tymi słowami:,,Zostałem wychowany w katolickiej rodzinie. Jeśli ktoś ma inne poglądy, nic mi do tego, to indywidualna sprawa każdego człowieka. Jednak nikt nie zmusi mnie do wzięcia udziału w akcji, która jest sprzeczna z moimi chrześcijańskimi poglądami.'' Kibice  klubu zostali podzieleni. W Niemczech, gdzie ,,tolerancja'' jest najważniejsza wybuchła afera- no bo jak 20-letni Chorwat może odmówić w takiej sprawie? Ludzie chyba zapomnieli o akceptacji jego poglądów. Ja osobiście uważam, że jego czyn był bardzo odważny i za to należy mu się szacunek.
   Teraz przechodzę do sprawy marszu. Marsz był organizowany pod wiele problemów braku tolerancji, ale i tak każdy będzie go kojarzył jako marsz homoseksualistów. Mam 18 lat i miałem okazję poznać również i takie osoby. Z doświadczenia wiem, iż takie osoby ,,nie są w stanie muchy skrzywdzić''. Są bardzo wrażliwe, pomocne i zabawne. Dlatego też nigdy nie będę poniżał takich osób ani nie będę uważał się za osoby lepsze od nich. To prawda- wobec Boga wszyscy jesteśmy równi. Ja jednak nigdy nie wziąłbym udziału w takim marszu. Nigdy też nie będę popierał tego, że te osoby są homoseksualne, bo to nie godzi się z moimi poglądami. Żyjemy w demokratycznym państwie, więc taki marsz oczywiście można zorganizować, tylko jakby nie mogę dostrzec w nim sensu. Chodzi mi tu o to, iż sądzę, że takie osoby mają takie same prawa jak inni. Małżeństwo to związek kobiety z mężczyzną i to nigdy się nie zmieni. Adopcję dzieci przez takie związki też bym wykluczył ze względu na to, że takie dzieci mogłyby być narażone na poniżanie przez rówieśników. Bardzo wątpię, by taki marsz cokolwiek zmienił, oprócz tego, że sprowokował on narodowców do ich manifestacji i cała ta sytuacja zmieniła się w dramat. Zraziło mnie bardzo to, że na tęczowej fladze był cytat z Ewangelii wg. św Jana ,,W domu mego Ojca jest mieszkań wiele'' Tak to prawda...Jezus tak powiedział, ale mimo wszystko nie mieszałbym Boga do tych spraw.
   Reasumując podpisuję się obiema rękami pod słowami młodego chorwackiego piłkarza. Nie potępiajmy innych bez względu na wszystko, ale też nie pochwalajmy tego co jest złe lub sprzeczne z naszymi poglądami... Dziękuję za uwagę! Był to jeden z moich trudniejszych postów.....

poniedziałek, 1 października 2018

Codzienne rozmyślania #16 , czyli powrót po latach!

  Tak jak w tytule jest napisane- wracam z kolejnym postem. Nie pisałem przez długi okres czasu, ale możecie mi wierzyć lub nie, aktualnie mam urwanie głowy. Klasa maturalna daje o sobie znać. Jutro sprawdzian z matematyki, więc też powinienem się uczyć, lecz postanowiłem zrobić krótką przerwę na ten post.
  Wiele się ostatnio działo i u mnie i w naszym kraju. Mam wielką ochotę napisać długą rozprawkę na temat niedawno wypuszczonego filmu ,,Kler",ale nie zrobię tego. Boję się, że mógłbym się narazić wielu osobom. Skomentuję to jednak w dużym skrócie. Ogarnia mnie wielki smutek, że ten film jest tak bardzo popularny oraz, że tak bardzo się podoba oglądającym. Oglądałem tylko zwiastun, nie wiem jak wygląda całość, co też trzeba zaznaczyć. Słyszy się jednak opinie, iż ,,Ktoś w końcu ukazał prawdę o księżach''. Bardzo łatwo nam osądzać innych. Bardzo łatwo nam zaglądać do kieszeni księży. Niech ktoś z was pierwszy rzuci kamieniem, jeśli dla was nie jest najważniejszy pieniądz. Wielu z nas uczy się tylko po to, by kiedyś mieć dobrą pracę i dużo pieniędzy. Wielu z nas tylko dąży do poszerzania majątków. Już nie liczy się, by być dobrym ojcem,matką, tylko to, by zapewnić dziecku godne życie, żeby miało dużo zabawek i co tylko zechce. Troska i opieka schodzi na drugi plan. Ale jak już ksiądz ma nowy samochód to każdy go rozlicza. Jeśli stracimy coś dla nas cennego, to robimy z tego wielką tragedię, ale jeśli to przydarzy się księdzu, padają słowa ,, Na biednego nie popadło". A ja Wam mówię to my jesteśmy biedni...bardzo biedni. Smutne, że przez jednostki, ludzie będą mieli złe zdanie o całym Kościele. Uważam, iż nie tędy droga oraz, że źle się stało, że powstał ten film. Nikomu nie zabraniam pójścia na ten film, ale ja nie pójdę. Moje przesłanie więc brzmi: Zacznijmy patrzeć na siebie i swoje wady i nie szukajmy ich u innych. Założę się, że o każdym z nas mógłby powstać podobny film, ukazujący nasze wady i wtedy nie byłoby już tak wielkiego huraoptymizmu, tylko wielki wstyd.
  Zakończę na tym ten wątek i przejdę do kolejnego. Wczoraj miało miejsce wydarzenie bez precedensu. Polska obroniła tytuł Mistrza Świata w siatkówce. Moja radość była i jest przeogromna. Chciałbym tu podziękować mojej przyjaciółce Karolinie za możliwość obejrzenia u niej meczu z Portoryko, mojej mamie- za to że wytrzymała ze mną gdy wykrzykiwałem wiele złych słów po meczu z Argentyną i Francją, ale przede wszystkim chłopakom, za piękną walkę do samego końca. Praca,pasja, poświęcenie,wiara i zaangażowanie- to klucze do sukcesu. Jest jednak i tu też coś, co mnie zasmuciło. A mianowicie, ci ludzie, którzy byli ubrani w koszulkę z napisem Konstytucja. Tu już nie chodzi o to, że mam inne poglądy. Jestem absolutnie przeciwny mieszania polityki ze sportem. Te mistrzostwa miały nas połączyć. Sport z reguły powinien łączyć, a przez takie sytuacje tylko nas dzieli. Ci ludzie robili wszystko za wszelką cenę, aby ich pokazywano i dopięli swego...Niestety. Naprawdę mieszanie polityki do tak pięknych wydarzeń nie niesie ze sobą nic pozytywnego.Ale na tej samej hali, podczas tego samego meczu dojrzałem również jedną z polskich rodzin. Był tam również niepełnosprawny chłopiec, który siedział na wózku i cieszył się z każdego zdobytego przez nas punktu. Naprawdę..serce mi urosło. Dla tego chłopaka nie liczy się polityka, czy inne błahe sprawy. On traktował ten mecz jako największą radość  w swoim życiu. To on ma wielkie problemy na co dzień, a mimo wszystko potrafi o tym wszystkim zapomnieć i cieszyć się ze wszystkimi. Nie doceniamy tego co mamy i zajmujemy się czymś co jest ,,marnością nad marnościami''.Nasze zdrowie doceniamy dopiero wtedy, gdy go zaczyna brakować. A ty chłopie, jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, to wiedz, że jesteś moim wzorem do naśladowania. Pozdrawiam Was! Trzymajcie się ! Mam nadzieję, że post również Wam się spodoba :)

czwartek, 13 września 2018

Codzienne rozmyślania #15

 Czasami przychodzi taki czas, że trzeba posypać głowę popiołem. Na mnie chyba teraz przyszedł ten właśnie okres. W ostatnich dniach popełniam wiele błędów, których bardzo żałuję, z którymi walczę, z którymi nie chcę żyć. Nie potrafię rozgryźć samego siebie. Jestem jakiś inny. Dziwię się, że moi znajomi nie do końca mnie znają, a tak naprawdę sam siebie nie znam...Chcę was przed tym ostrzec.
Bycie ministrantem i lektorem w Kościele uczy mnie czegoś niezwykłego. Codziennie mam okazję przeżywać coś niesamowitego. Wczoraj miałem zaszczyt czytać fragment pięknego Pierwszego listu św. Pawła do Koryntian. Było to niesamowite czytanie o tym, żeby kochać jedną kobietę lub jednego mężczyznę. Końcowe zdanie jednak starałem się podkreślić najbardziej. Bardzo mnie ono dotknęło: Przemija bowiem postać tego świata. Czy to oznacza smutek, czy też wielką radość? Następnie ksiądz w piękny sposób odczytał fragment Ewangelii według św. Łukasza:
W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: 
„Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. 
Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. 
Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. 
Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy was zelżą i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. 
Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. 
Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. 
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. 
Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”.



 Nie wiem czy jesteście wierzący, czy nie. Nie do tego zmierzam. Chcę Wam tylko przekazać moje odczucia. Miałem w szkole cały dzień ciarki po tych słowach, a gdy wróciłem do domu, coś we mnie pękło. Jestem mężczyzną, ale popłakałem się. Tak po prostu. Okazało się, że wszystko jest na odwrót. Czy to nie jest tak, że my wszyscy za bardzo przejmujemy się sprawami doczesnymi? Przywiązujemy uwagę do błahych rzeczy. Gdy nam wydaje się, że jest dobrze, to tak naprawdę jest źle. Dążymy ciągle do zdobywania majątków, a Jezus mówi, że opłaca się być biednym. Przyjdzie czas, gdy dzieci w Afryce, o których pisałem będą mieli ,,wspaniały posiłek" podczas gdy my będziemy cierpieli zdecydowanie gorszy głód. Chcemy być przez wszystkich lubiani, a czasami trzeba się trochę schować, pocierpieć samotność i nienawiść ze strony innych. Bogacze prawdopodobnie zostaną z niczym, a Ci, którzy się śmieją, zaczną płakać. Lubimy, gdy ktoś nas chwali. Okazuje się, że wtedy powinniśmy być zasmuceni. Nie wiem jak jest w waszym przypadku, ale u mnie wychodzi na to, że muszę przewrócić moje życie do góry nogami. I ja tego chcę. Ten fragment jest bardzo wszechstronny, że tak to ujmę. Spokojnie mogliby go przeczytać osoby niewierzące i brać z niego przykład. Bo jakiż gest ma pożyczka, jeśli oczekujemy zwrotu? Jaki sens ma oddanie komuś w twarz za to, że Cię uderzył? Jaki sens ma nienawiść do kogoś, skoro możemy znosić tę osobę i spróbować się z nią dogadać? Myślę, że nie chcemy, aby nasz świat zmierzał w tym kierunku. Moc w słabości się doskonali.Piękny cytat. Dlatego cudownie jest mało mieć a wiele dawać...

poniedziałek, 3 września 2018

Codzienne rozmyślania #14

Nowy rok szkolny, nowy ja! Mam 18 lat i zaczynam właśnie trzeci rok w liceum ogólnokształcącym. Więc jak się domyślacie jest to rok maturalny, a ja czuję się już dosyć staro. No dobra, nie narzekam. To był tylko żart. Dla mnie będzie to ciężki rok. Matura to rzeczywiście wielki stres dla mnie już teraz. Jednak ciężką sprawą jest też to, że trzeci rok będę mieszkał na stancji. Mam tutaj co prawda super warunki do mieszkania, poza tym Zamość to super miasto, które ciągle się rozwija i jest co robić. Ale świadomość, że jest się od domu i rodziny około 80 km  może delikatnie przytłaczać. Któż nie czułby się samotnie siedząc codziennie po szkole sam w pokoju? Czasami jest to też czas, gdy można pozbierać myśli i porządnie się pouczyć. Nigdy nie będzie łatwo opuścić dom, w którym spędziło się bardzo fajne wakacje. Pochodzę z małej wsi, więc praca w polu podczas wakacji była czymś częstym i oczywistym. Nie wyjechałem nigdzie dalej podczas tego okresu, ponieważ pomagałem rodzicom. Będę szczery- lubię rolnictwo i prace z tym związane. Rodzice jednak niemal codziennie mówią mi, że mam się uczyć i uciekać do miasta, gdyż na wsi nie ma przyszłości. Trzeba trochę obalić mit, iż wieś to sielanka i spokojne życie. Przez dwa miesiące mogłem doświadczyć jak ludzie wykonują swoje obowiązki i chodzą do kościoła, by prosić Boga, by dał jak największe plony. Często gdy podziwiałem tatę przy pracy zastanawiałem się, skąd on ma tyle sił. Bóg wysłuchał próśb ludzi. Była odpowiednia ilość Słońca oraz opadów. Żniwa poszły pomyślnie. A rolnik oczywiście znów musiał zacząć się zastanawiać jak żyć, ponieważ ceny za wszystko były chorobliwie niskie.
Jednak w tym wszystkim chyba nie to boli mnie najbardziej. Czuję ogromną złość z innego powodu. Często doświadczałem w swoim życiu takich sytuacji, które były brakiem szacunku do wykonanej pracy przez mojego tatę czy innych ludzi mieszkających na wsi. Widziałem jak ludzie, którym nie smakowały drożdżówki czy inne pieczywa, wyrzucali je do śmieci. Jeden z bardziej przykrych widoków, jakie można tylko zobaczyć. Jeżeli Tobie nie smakuje to jedzenie, to na pewno masz w domu zwierzaka, które to jedzenie uzna za coś wspaniałego. Tu już nie chodzi tylko o szacunek dla pracowników wsi. Tu już wchodzi w grę szacunek do siebie samego, do tego, co się posiada a przede wszystkim o szacunek do Boga, który Ci to dał. Teraz mamy, a skąd możemy wiedzieć, czy jutro też to będziemy mieć? Podczas gdy w Afryce ginie tyle dzieci z głodu, my bezczelnie wyrzucamy żywność do śmieci. Czy nam naprawdę potrzebny niedostatek, by nabrać szacunek do chleba? Boję się, że tak, ale wierzę, że nie. Ludzie, którzy przy tym pracowali smucą się z tego, że mają z tego mały zysk, ale bardzo się cieszą, że mają co jeść. Mój tato mówi, że człowiek najbardziej cieszy się z tego, na co SAM zapracował. Coś w tym jest... Obietnicą, że teraz będę się częściej do was odzywał oraz apelem, by nigdy nie wyrzucać jedzenia do śmieci kończę dzisiejszy post. Dzięki za uwagę i trzymajcie się !

Upaść łatwo...sztuką się podnieść...

Przychodzi taki moment w życiu człowieka, kiedy czujemy w sobie ogromną pustkę...bezsilność. Jest to spowodowane wieloma czynnikami. Utrata ...